Galerie



TA STRONA UŻYWA COOKIES.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Ustawienia dotyczące cookies można zmienić w przeglądarce internetowej. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.
X

Red Box

Rozgrywki amatorskie
Sklep
RED BOX PIŁKARSKA AKADEMIA
RED BOX TV
Aktualnosci RED BOX
Aktualno¶ci
(

Bohaterowie RED BOXu (9)

Red Box Soccer

20.07.2018

Ostatni artykuł z serii „Bohaterowie RED BOXu” w tym tygodniu to prawdziwa „waga ciężka”. Bohaterów jest ledwie kilku, lecz są to chodzące legendy zmagań w Katowicach. Przed nami nietuzinkowe postacie, które pomimo iż w większości rozegrały na Rapidzie masę spotkań – tak naprawdę dopiero jako wszechwładni menedżerowie odnalazły swoje powołanie. W ich gestii były wszelkie obowiązki organizacyjne. Od kompletowania kadry, poprzez motywację zza linii bocznej, na obecności w blasku fleszy na imprezach podsumowujących rozgrywki kończąc. Bez dwóch zdań ich ciężka praca „okołomeczowa” zwyczajnie musi budzić szacunek i pomimo iż żadnego z nich aktualnie nie oglądamy już na Rapidzie – ich historia może być wzorem dla nowych, pełnych podobnej pasji jak nasi dzisiejszy bohaterowie „ogarniaczy”.

 Chyba pierwszym takim klasycznym „menedżerem” Ligi RED BOX był Dominik Biesiada. W początkowej historii Albatrosa pojawiał się on na murawie niemal za każdym razem, z czasem ustępując pola innym. Sam Dominik skupił się za to na układaniu poszczególnych klocków poza boiskiem i patrząc na jego osiągnięcia – był to przysłowiowy „strzał w dziesiątkę”. Chyba nikt poza Biesiadą nie wie jak sporo przeróżnej pracy trzeba było wykonać, aby Albatros stał się jedną z najmocniejszych drużyn z historii. Od transportu na mecz coponiektórych „gwiazd”, poprzez odpowiednie dobranie charakterów, a potem utrzymanie tej ambicji w ryzach. Nad tym wszystkim pieczę sprawował popularny „Rubik”, z którego dokonań przykład brali kolejni jego naśladowcy. Oryginał był jednak tylko jeden i pomimo iż Albatros w końcu nie wytrzymał próby czasu – sam Biesiada może w Lidze RED BOX czuć się absolutnie spełniony. Poza murawą był człowiekiem-orkiestrą. Wiecznie uśmiechnięty, skory do żartów i dyskusji – od lat funkcjonuje w środowisku imprez wszelkiego typu, będąc jednym z najbardziej rozpoznawalnych wodzirejów w naszym regionie. Kilka sezonów temu wróbelki ćwierkały, że gdyby znalazła się ambitna, celująca w sukcesy grupa zawodników – Dominik byłby skory do objęcia jej swoim patronatem. Więc może jeszcze i on powróci kiedyś na Rapid, aby swoim doświadczeniem pokazać młodzieży swój niebywały kunszt menedżerski

Prawdziwy boom na charyzmatycznych menedżerów na dobre zapanował dopiero kilka lat temu. Kilku z nich wielokrotnie toczyło między sobą zażarte boje zarówno na boisku, jak i… poza nim, a swego czasu na absolutnym topie był Tomasz Kwiotek. Swoją przygodę z RED BOXem rozpoczynał on jako bramkarz Pubu pod Piątką, lecz z czasem odkrył swoje powołanie w menedżerce. To co stało się później jest już historią. Dość powiedzieć, że jego drużyna jeszcze w zeszłym roku była… najlepszą w całej Polsce jeśli chodzi o piłkę „sześcioosobową”, co potwierdzała praktycznie w każdym najmocniej nawet obsadzonym turnieju. Aktualnie zanotowała ona delikatny regres, lecz tak po prawdzie nie sposób było raz jeszcze wygrywać… praktycznie wszystkiego tak jak w 2017 roku. Wracając do RED BOXu, to właśnie w Pubie Kwiotek wypłynął na szerokie wody, lecz widząc iż w gronie samych przyjaciół nie jest w stanie podbić naszej Ligi, zdecydował się na wzmocnienia. I właśnie w doborze nowych graczy Tomek jest absolutnym mistrzem. Praktycznie każdy jego transfer był perfekcyjny. Ogromna charyzma „szefa” sprawiała, że nawet najmniejsza niesubordynacja karana była bezwzględnie. Ci co „zagrali” w grę proponowaną przez Kwiotka, stali się częścią wielkiej przygody i niebywałych sukcesów za którymi stał właśnie On. Zdominowanie na kilka sezonów RED BOXu to niebywała sztuka, dość powiedzieć że w topowym okresie Dentim Clinic – nawet najlepsi nie potrafili na dłużej nawiązać z nim wyrównanej walki. Będąc na topie, Kwiotek zdecydował się na zmiany i tym samym opuścił szeregi RED BOXu. Do dzisiaj jest jednak z nami w bardzo zażyłych stosunkach i póki co nie daje się namówić na powrót, choć jakoś nie chce się nam wierzyć że będąc jedną z ikon RED BOXu pożegnał się z nim na zawsze…

Rafał Szenowski był tak naprawdę „o włos” aby w jednym rzędzie można było go wymieniać z Biesiadą czy Kwiotkiem. Swoją przygodę rozpoczynał w Kamikadze, gdzie przez wiele sezonów był zawodnikiem może nie pierwszoplanowym, lecz użytecznym „zadaniowcem”. Bardzo wysoka inteligencja piłkarska umożliwiała mu dostosowanie się do każdej boiskowej sytuacji i to właśnie ta „elastyczność” stała za doskonałą wręcz pracą w charakterze „szefa” Komandora Śląsk. To właśnie ten na kilka lat zapomniany w RED BOXie projekt reanimował „Szyna”. Najlepszą robotę wykonywał on… poza Rapidem, gdzie potrafił dograć praktycznie każdy detal organizacyjny. Zawodnicy których zapraszał on do swojego zespołu mieli wszystko „stawiane po nos” – łącznie z hucznymi imprezami na koniec rozgrywek. Swego czasu granie dla Komandora było wręcz nobilitacją i powiewem profesjonalizmu w lidze przeznaczonej dla amatorów. A jeśli chodzi o wyniki? Tutaj także było dobrze. Niestety, słowo dobrze nie oznacza doskonale, bo pomimo kilku bardzo cennych medali – Ekstraliga okazała się dla drużyny Szenowskiego zbyt wymagająca. Pomimo wielu gwiazd pierwszej wielkości, nie dane było Komandorowi „poszaleć” w gronie najlepszych, koniec końców zespół ten podziękował za wiele ciepłych chwil spędzonych na Rapidzie. Z perspektywy czasu z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że tak po ludzku żal mi Rafała. Ogrom ciężkiej pracy jaką on wykonał był nie do opisania, a jego marzenie aby stać się kimś takim jak Dentim zakończone zostało „wpół drogi”. Zwyczajnie zasłużył on na sukces w Esktralidze, lecz w czasie gdy rywalizował w niej Komandor – poziom był bardzo wysoki. Może po kilku latach oddechu znajdzie on jeszcze w sobie motywację do reaktywacji swojego projektu, w końcu zdecydowana większość jego gwiazd wtedy jeszcze bardzo młoda, dopiero teraz jest w optymalnym wieku do osiągania sukcesów…

Karierę Dawida Skalika w Lidze RED BOX trzeba podzielić na dwa etapy. Pierwszy z nich to ważne ogniwo Sigmy-Dary, która przez wiele lat rywalizowała w niższych ligach. Dawid dał się wtedy poznać jako solidny gracz, lecz drużyna ta nie aspirowała do czegoś więcej niż tylko „średniej ligowej”. Z czasem jego ambicje sięgały coraz wyżej. A że równocześnie raczkował w nim już talent menedżerski – zaczął mieć w Sigmie coraz więcej do powiedzenia. Droga Dawida do miana „szefa” Wolf Sigmy-Dara trwała dobrych kilka sezonów. Na jej końcu był on już jednak pełnokrwistym „ojcem drużyny”, która bardzo odważnie zaczęła się piąć w hierarchii RED BOXu. Rewolucja kadrowa „zjadła” większość kompanów z oryginalnej Sigmy, lecz jeśli chodzi o poziom prezentowany przez zespół – nastąpił ogromny skok jakościowy. To właśnie u Skalika gracze tacy jak np. bracia Czechowscy zyskali „drugie życie”, przez kilka dobrych sezonów bijąc się o czołowe miejsca w swoich ligach. Wolf znany był ze swojej bezkompromisowości, była to drużyna bardzo twarda, ambitna, usilnie dążąca do celu (czyli trzech punktów). Taki projekt w pełni satysfakcjonował Dawida, który po jego niespodziewanym rozpadzie zakotwiczył jeszcze na moment w Kawiarni Za Szybą. Aktualnie swoje talenty menedżerskie realizuje poza RED BOXem, gdzie nie poprzestał na regularnym uzupełnianiu domowej kolekcji pucharów o kolejne eksponaty.

Jerzy Kuna jako jedyny w tym towarzystwie nie rozegrał w RED BOXie ani jednego meczu. Od początku przygody Minovy Ekochem (a potem Oricy Minovy) był jej pozaboiskowym menedżerem, odpowiedzialnym za kwestie przede wszystkim finansowo-organizacyjne. Był to „klasyczny” system zarządzania zespołem. Za sprawy sportowe odpowiedzialni byli inni pracownicy, zadaniem Pana Jerzego było dopięcie na ostatni guzik wszystkich pozostałych kwestii. I praca jaką przez wiele lat wykonał była nieoceniona. Reprezentanci Minovy mogli się skupić tylko na grze w piłkę i pięciu się w drabince RED BOXu. Na jej końcu była oczywiście Ekstraliga, gdzie udało się stosunkowo szybko awansować. O medal realnie jego zespół co prawda nigdy nie powalczył, lecz zawsze nie był łatwym rywalem nawet dla faworyzowanych przeciwników. Zdecydowaną większość meczy zza linii bocznej oglądał właśnie Jerzy Kuna, który nieraz w żołnierskich słowach… mówił co mu leży na wątrobie zarówno w kierunku swoich podopiecznych, jak i sędziów.

Komentarze: 0



Archiwum Do góry
)

Komentarze

Dodaj komentarz


Komentarze


Uwaga

Redakcja serwisu RED BOX Amatorskie Ligi Piłkarskie nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.
)
foto

Cafe Red Box - Wiosna 2018 - Tydzień...

2018-06-10

foto

Cafe Red Box - Wiosna 2018 - Tydzień 9

2018-06-05

foto

Cafe Red Box - Wiosna 2018 - Tydzień 8

2018-05-27

foto

Cafe Red Box - Wiosna 2018 - Tydzień 7

2018-05-20

foto

Cafe Red Box - Wiosna 2018 - Tydzień 5

2018-04-29

foto

Cafe Red Box - Wiosna 2018 - Tydzień 4

2018-04-22

foto

Cafe Red Box - Wiosna 2018 - Tydzień 3

2018-04-15

foto

Cafe Red Box - Zima 2017/18 - Tydzień...

2018-02-27

foto

Cafe Red Box - Zima 2017/18 - Tydzień...

2018-02-13

RedboxTv Wszystkie filmy
)

Nasi partnerzy

Ładowanie sponsorów

Projekt i wykonanie: Hive Sports & Media